Jeżeli chcą Państwo otrzymywać najświeższe informacje z naszej strony prosimy o podanie adresu e-mail.
Richard Stallman ostrzega: Europa też może paść ofiarą software"owych patentów
2011-08-24 09:21
Tu w Europie z niedowierzaniem możemy tylko przyglądać się sporom amerykańskich gigantów branży IT, które zamiast dzielnie ze sobą konkurować na rynku, zaskarżają się tylko wzajemnie o naruszanie swojej „własności intelektualnej” i budują warte miliardy biblioteki patentów. Czy czeka nas ten sam los? Znany bojownik o wolność oprogramowania, Richard Stallman, ostrzega, że jeśli nic nie zrobimy, Europa stanie się terenem takich samych patentowych wojen.
Od lat Richard Stallman nie zmienia zdania: „patenty na oprogramowanie są wielkim zagrożeniem dla programistów, ponieważ narzucają monopole na pomysły. Niemożliwe lub niebezpieczne staje się tworzenie nietrywialnego oprogramowania, jeśli programista musi nawigować przez labirynt patentów”.
Oprogramowanie może dziś bowiem zawierać tysiące takich idei, które gdzieś i kiedyś zostało już opatentowane przez IBM-y i Microsofty tego świata. Google niedawno oszacować miało, że typowy smartfon zawiera ćwierć miliona patentów. Jak w tej sytuacji zbudować coś własnego i nowego, nie mając do dyspozycji działu prawnego, analizującego, czy aby czasem nasza praca nie narusza czyjejś „własności intelektualnej” – nawet jeśli tą własnością jest genialny pomysł na „wspólną przestrzeń nazw dla długich i krótkich nazw plików”
Do tej pory Europa była ostoją normalności – europejskie urzędy patentowe odrzuciłyby to, co w USA patentowane jest bez trudu. W 2005 roku jednak Parlament Europejski przyjął na drugie czytanie dyrektywę zaproponowaną przez Komisję Europejską, która w praktyce wprowadzałaby do UE software'owe patenty. Co ciekawe, wcześniej Parlament zmienił treść dyrektywy, odrzucając pro-patentowe zapisy, ale Rada Europy cofnęła te zmiany.
Pomysł Komisji był dość chytry. Jak wyjaśnia Stallman, wydawałoby się, że zakazuje on patentowania czysto software'owych idei, ponieważ wniosek patentowy musi zawierać fizyczny aspekt. Jednak usunięto z niego wymóg fizycznego istnienia samej innowacji, co oznacza, że wniosek patentowy mógł przedstawić fizyczny aspekt jako normalne elementy komputera, na którym uruchamiany był program. Nie trzeba było proponować żadnych innowacji w procesorze czy pamięci – wystarczy przedstawić ich istnienie jako części większego systemu, zawierającego też oprogramowanie.
Według przywódy Free Software Foundation, w ten sposób można opatentować dowolne oprogramowanie. Co prawda patent taki można byłoby obejść, wykorzystując do jego implementacji np. mechaniczny albo ludzki kalkulator, ale oczywiście trudno wyobrazić sobie praktyczne wykorzystanie czegoś takiego.
Przejście nowego prawa patentowego zostało powstrzymane w ostatniej chwili w Parlamencie Europejskim. Nie był to jednak wielki sukces obrońców software'owej wolności – raczej w pewnej chwili pro-patentowe lobby dało za wygraną. Czyżby czekało na lepszą okazję?
Na to wygląda – bo według Stallmana stoimy przed kolejnym wielkim zagrożeniem. Unia Europejska chce teraz przyjąć jednolity system patentowy. W praktyce oznacza on, że jeśli Europejski Urząd Patentowy (EPO) wyda patent, to będzie on automatycznie ważny w każdym uczestniczącym w systemie kraju – w tym w Polsce.
Pojawiają się teraz dwie możliwości. Albo jednolity system patentowy dopuści patentowanie oprogramowania. Jeśli dopuści, to żaden kraj nie będzie mógł samodzielnie uchylić ich ważności. Co jednak, jeśli jednolity system patentowy software'owych patentów nie dopuści?
Stallman wskazuje, że choć taka sytuacja byłaby idealna, to jednak wbudowano w system kruczek prawny, który pozwala Europejskiemu Urzędowi Patentowemu w praktyce na samowolkę. Wszelkie odwołania od decyzji EPO będą bowiem rozstrzygane na bazie zasad wyznaczonych przez EPO. Oznacza to, że Urząd będzie w stanie narzucić dowolnie kontrowersyjne patenty – nie tylko na oprogramowanie, ale też np. na geny, tak jak się to właśnie stało w USA. Jego decyzji nie będzie mogło uchylić żadne inne ciało za wyjątkiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ECJ).
To nie jest tylko straszenie. EPO faktycznie stoi po stronie software'owych patentów i już je przyznaje. Nie wierzycie? Każdy banalny sklep internetowy jest obecnie obciążony przynajmniej 20 europejskimi patentami. Są tam tak przełomowe pomysły jak „linki do obrazków”, „płacenie kartą kredytową przez Internet” czy „generowanie stron webowych w zależności od wykrytego urządzenia”. Szczegóły poznać możecie na stronie webshop.ffii.org.
Póki co, każdy kraj członkowski Unii samodzielnie uznaje, czy dany patent jest ważny, póki co w żadnym kraju UE nie zdecydowano się software'owych patentów wydanych przez EPO uznać. Jednak wraz z wejściem jednolitego systemu, kraje członkowskie nie będą miały już nic do powiedzenia – chyba że poprzez presję wywieraną na Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Ale i to nie jest pewną sprawą, ponieważ nie wiadomo, jak EPO ma się do ECJ, i czy może orzekać w kwestii podstawowej polityki urzędu patentowego. Co więcej, niektóre kraje członkowskie, takie jak Wielka Brytania, nie chcą by EPO było zależne od Trybunału Sprawiedliwości.
Co możecie zrobić? Na początek zapoznajcie się z materiałami dostępnymi na stronie www.unitary-patent.eu i zapytajcie swoich eurodeputowanych, jakie jest ich oficjalne stanowisko w kwestii jednolitego systemu patentowego dla Europy. Jeśli popierają niezawisłość EPO, niech przedstawią racjonalne uzasadnienie dla takiej właśnie postawy.
Źródło: guardian.co.uk



Strona główna
Spoofing (podszywanie się)